Wielka cisza

0
525

To jeden z większych fenomenów dystrybucyjnych ostatnich lat. Bez mała trzygodzinny dokument z życia mnichów w odciętym od cywilizacji klasztorze Wielka Kartuzja zyskał międzynarodową sławę. Z odwagą i bezkompromisowością reżysera Philipa Groninga niewielu współczesnych filmowców mogłoby się zmierzyć. Pokazał on monotonię, surową skromność klasztornej egzystencji bez upiększeń, niczego nie uatrakcyjniając, a przede wszystkim – nie popędzając czasu; wbrew coraz powszechniejszym kinowym przyzwyczajeniom, że przecież na ekranie musi się jak najwięcej dziać. Groning zbudował swój film w opozycji do kina akcji, bo akcją tutaj jest…medytacja.

Medytacją jest nie tylko modlitwa – samotna w celi, czy wspólna w kaplicy, ale również praca wykonywana przez zakonników – szycie habitów, rąbanie drewna, krojenie chleba. Medytacją są obłoki płynące nad otoczonym pięknymi Alpami klasztorem. Każde długie ujęcie pogrążonych w ciszy murów, czy majestatycznego górskiego krajobrazu jest wyzwaniem rzuconym naszej cierpliwości. Powtarzalność obrazów, cisza towarzysząca większości z nich (w klasztorze panuje reguła milczenia, zakonnicy rozmawiają ze sobą tylko raz w tygodniu, podczas wspólnego spaceru), świadomy zabieg filmowania niektórych scen w ciemności – to wszystko rodzi w nas przekonanie, że sam film powinniśmy traktować jak ćwiczenie medytacyjne.

Pod koniec pojawia się jedyna dłuższa wypowiedź jednego z braci kartuzów. Padają między innymi takie słowa: Szkoda, że świat stracił całkowicie poczucie Boga. Skoro tak wielu widzów ten niezwykły film zechciało obejrzeć, to może utrata „poczucia Boga” nie jest jednak całkowita? Musiała ich wszystkich prowadzić do kin tęsknota za Kontemplacją.

„Wielka cisza”. Reż. Philip Groning, dokument 2006.