TRZY OBLICZA DEPRESJI

0
983

Lori Myles-Carullo, psycholożka, specjalizująca się w psychologii transpersonalnej, terapeutka reiki, certyfikowana nauczycielka jogi i terapeutka aromaterapii
www.mysticacostarica.com
TRZY OBLICZA DEPRESJI

Nie sposób w pełni cieszyć się życiem, kiedy ma się problemy ze zdrowiem, nie wyłączając oczywiście, zdrowia psychicznego. Coraz szersze kręgi, niezależnie od płci, wieku, kultury czy wyznania zatacza ostatnio w wielu społeczeństwach depresja. Zwłaszcza trudno pogodzić się z depresją wśród młodych ludzi, często doprowadzającą ich do ostateczności, z której jedynym wyjściem wydaje im się odebranie sobie życia. Powinniśmy wiedzieć, jak z nią żyć i pokonywać jej ciemności, jak korzystać z ukrytych lekcji, które w sobie zawiera.

Czym jest depresja i jak nawigować przez jej mętne wody?

W dzieciństwie cierpiałam na poważną chroniczną chorobę, co nieuchronnie naraziło mnie na konfrontację z różnymi formami depresji. Między 13. i 19. rokiem życia byłam zmuszona do rezygnacji z powodu choroby z wielu lubianych przeze mnie zajęć, częściowo z udziału w życiu towarzyskim. Na przykład nie mogłam ćwiczyć tańca, który był moją wielką pasją. Wywoływało to przygnębienie, złość i smutek. Trudno było trzymać głowę do góry i widzieć rzeczy od jasnej strony, jak radziła mi kochająca i mądra babcia.

Depresja jest rzeczywistym, twardym ludzkim doświadczeniem, które wymaga łagodnej uwagi, czułej akceptacji i głębokiego współczucia dla chorego.

Ponieważ miałam do czynienia z dynamiką depresji, przeszłam sama przez jej kilka faz, spróbowałam sporządzić jej obraz, uwzględniający trzy oblicza choroby, które mogą występować równocześnie.

Depresja jako gniew skierowany do wewnątrz

Nierzadko w czasie depresji choremu wydaje się, że wszystkie jego emocje są uśpione, nieżywe. Jakby był odrętwiały, nie miał dostępu do tego przepływu energii, którym cieszymy się w naszym codziennym życiu. W depresyjnym klimacie emocjonalnym często jednak dochodzi do głosu smutek, jak również gniew, niepoznany i niewyrażony, tym większe siejący spustoszenie w naszym wnętrzu. Skierowujemy go przeciwko sobie, świadomie bądź nieświadomie spychając po spirali coraz głębiej, tam, gdzie nie pozostaje nawet cień nadziei.

Przy takiej formie depresji należy delikatnie przyjrzeć się swoim emocjom, poszukując wśród nich śladów gniewu. Czy to złość spowodowana tym, że życie źle się z tobą obeszło? Czy może partner po raz kolejny nie okazał ci szacunku? A może to wściekłość na przyjaciela albo współpracownika poskramiana w obawie przed konfrontowaniem się z trudną sytuacją? Albo odczuwasz gniew na siebie, bo zauważasz, że znowu, po raz kolejny wpadasz w kolejną destrukcyjną pułapkę?

Najlepszym środkiem na pozbycie się różnego rodzaju gniewu jest zrozumienie i przebaczenie. Trzeba zbadać, co kryje się pod powierzchnią złości. Czy to twoje niedowartościowanie? Jakaś rana? Smutek albo żal? Czy może stare przekonanie, które wymaga modyfikacji?

Pozwól sobie na dar przebaczenia, wobec siebie i innych; zauważ, jak to wpływa na ciebie, na samopoczucie. Świat zacznie się wydawać trochę jaśniejszy z chwilą, gdy pozwolisz sobie na odczucie emocji i odpuszczenie tego, co ciągnęło cię w dół, w ruchome piaski depresji.

Depresja jako złamany duch

Zdarzają się nam w życiu tak mocne uderzenia, że czujemy się po nich dosłownie zmiażdżeni. Otwarcie się na miłość oznacza zawsze otwarcie się na możliwość straty, a kiedy strata jest wielka, nasz duch czasami nie potrafi jej udźwignąć.

Wiele lat temu nagle, nieoczekiwanie zginęła w wypadku samochodowym jedna z moich najbliższych przyjaciółek. Jej matka wpadła w głęboką, długą depresję. Jej czuła, wrażliwa dusza po prostu nie mogła stawić czoła kolejnym dniom, w których już nigdy miała nie poczuć obecności najdroższej córki. Chociaż sama przechodziłam przez żałobę po śmierci mojej przyjaciółki, nie mogłam sobie wyobrazić bólu, przeżywanego przez jej rodziców. Są takie cierpienia, zdawałoby się nie do zniesienia, że pod ich ciężarem tracimy siły i pogrążamy się w ciemnościach.

Ale nie tylko ból potrafi złamać nam ducha, również wszelkie próby uniknięcia cierpienia nadszarpują nasze siły psychiczne. Obawa przed stawieniem czoła przykrościom, które niesie ze sobą życie, grozi autodestrukcją, wplątaniem się w sieć uzależnień. Oddając się we władzę alkoholu, destrukcyjnych relacji czy innych nałogów, zagładzamy naszą duszę.

Wielkiej odwagi i wewnętrznej siły wymaga świadome i współczujące pokonywanie kolejnych szczebli bólu oraz pozbywanie się tych wzorców unikowych zachowań, które przyprawiają tylko o jeszcze większe cierpienie. Jest w nas tęsknota za kontaktem z Siłą Wyższą, której obecność wspomaga nasze borykanie się ze zmiennymi kolejami życia oraz za dotarciem do innych ludzi, którzy podadzą pomocną dłoń w chwilach próby, kiedy tak ciężko być samemu.

Pamiętajmy też o radykalnej miłości, którą możemy siebie obdarzać, bo to ona ma zdolność podtrzymywania na duchu w najcięższych próbach. Mam na myśli taką miłość, która istnieje niezależnie od okoliczności i pozwala na zaakceptowanie w pełni tego co jest, bez jakiejkolwiek potrzeby zmiany, chęci kontrolowania.

Depresja jako zima duszy

W jednym z najtrudniejszych okresów życia pomogła mi wspaniała książka Thomasa Moore’a „Care of the Soul” (Opieka nad duszą). Autor przekonuje w niej, że depresja powiązana jest z wpływem planety Mars, że jesteśmy poddawani w życiu wpływom energii różnych planet. Zwraca naszą uwagę na mit Persefony. Uprowadzona przez Hadesa, władcę podziemnego świata zmarłych, wywalczyła sobie prawo na dzielenie swego czasu między dwa światy: żywych i umarłych. Reprezentuje ona zdolność zachowywania równowagi między siłami życia i śmierci, balansowania między światłem a ciemnością. Stała się symbolem wegetacji, odradzającej się w nowym życiu wraz z jedną porą roku i zasadzanej w ziemię pod postacią nasiona, gdzie przebywa w ciemności przez następną porę roku, zimę.

Bardzo mi to pomogło w ujrzeniu depresji jako zimowej pory roku, a nie wielkiej czarnej chmury bezładu. Na wszystko przychodzi swoja pora, jak w słowach piosenki zespołu the Byrds: życie jest pełne niuansów każdego z doświadczeń. Jeśli mamy być zintegrowaną, zdrową całością, trzeba uszanować każdą porę roku, przez którą przechodzi nasza dusza, nawet jeśli to trudne doświadczenie, wobec którego czujemy opór. Nie możemy wiecznie cieszyć się owocami lata, bez sadzenia tych owoców jesienią, przeczekiwania zimą i odradzania się wiosną. Kiedy dusza pogrąża się w najciemniejszej porze roku, w zimie, czy potrafisz siebie w tym stanie kochać, czy siebie odrzucasz? Czy potrafisz wtedy wysłuchać głosu swojej duszy, nawet jeśli wydaje się niezrozumiały? Bardzo często bywa tak, że tylko wówczas, gdy potrafimy zaakceptować istnienie tej ciemności, pojawia się szansa na zapalenie się w niej światełka.

Jeśli się było lub jest w depresji, niezależnie, jakie przybrała oblicze, trzeba pamiętać, że kluczowe jest otrzymywanie w chorobie pomocy i wsparcia. Może to być pomoc profesjonalna, pochodząca od terapeuty bądź psychiatry, możemy przyjmować naturalne lub farmaceutyczne leki, wspomagające równowagę chemiczną naszego organizmu, a przede wszystkim powinniśmy uzyskiwać wsparcie kochających przyjaciół i członków rodziny, dbających o nasze dobre samopoczucie. Pamiętać też należy, że sami wpływamy swoimi myślami i emocjami na działanie swojej fizjologii i psychiki, co w miarę upływu czasu pozwala na odzyskiwanie radości życia i wewnętrznego spokoju.

Badania pokazują, że depresja jest powiązana m.in. z brakiem tlenu, dlatego ważne jest, byśmy oczyszczali organizm ze starych energii i toksyn i wprowadzali nową dynamikę, dotleniającą wszystkie komórki naszego ciała. Bardzo polecam ćwiczenie oddechowe o głębokim działaniu, pranajamę nazywaną Oddechem Ognia. Inna nazwa to oddech Świecącej Czaszki: tak bardzo energetyzuje, że zaczyna nam się świecić czubek głowy!

ODDECH OGNIA

Usiądź wygodnie ze skrzyżowanymi nogami, z wyprostowanym kręgosłupem i ramionami wyciągniętymi do kolan. Połącz opuszki palca wskazującego i kciuka obu dłoni, pozostałe palce trzymaj wyprostowane, skierowane do ziemi.

  • Wypuść z siebie całe powietrze i weź głęboki oddech. Przy następnym wydechu mocno wciśnij mięśnie jamy brzusznej do środka, czując jak strumień powietrza z siłą wydostaje się przez nozdrza. Powtórz ten wydech co najmniej 20 razy.
  • Po ostatnim wydechu weź głęboki wdech i raz jeszcze wypuść powietrze, skłaniając klatkę piersiową do przodu i z zaokrąglonym kręgosłupem dotykając rękami i czołem ziemi.
  • Powróć do siadu skrzyżnego, formując dłonie w mudrę (jak w punkcie 1.) i wypuść ok. ¾ pełnego wydechu. Zatrzymaj powietrze tak długo jak możesz bez wysiłku, zamykając oczy i skupiając je na punkcie pomiędzy brwiami (na trzecim oku). Wyobraź sobie świecące tam mocne złote światło.
  • Otwórz oczy, weź głęboki oddech i powtórz całe ćwiczenie jeszcze co najmniej dwa razy.

Po ćwiczeniu oddechowym kolej na pozycję jogi (asanę), która pomaga we wprowadzeniu nowej energii od podstawy w górę ciała: Jedna noga w górę z pozycji Pies z głową w dół. Ćwiczenie to uaktywnia mięśnie nóg i dostarcza energię również do serca, co mobilizuje całe ciało i umysł.

JEDNA NOGA W GÓRĘ (Z POZYCJI PIES Z GŁOWĄ W DÓŁ)

  • Uklęknij w pozycji krowy i kota, opierając się na dłoniach i kolanach. Weź oddech i wydychając powietrze wstań z kolan unosząc biodra do góry.
  • Przyciśnij pięty do podłoża, upewnij się, że większość twojego ciężaru opiera się na stopach. Głowę trzymaj między ramionami, rozciągnij całe ciało.
  • Przy kolejnym wdechu unieś prawą nogę do góry, kierując palce stopy do nieba. Przy wydechu postaraj się jak najbardziej zbliżyć lewą piętę do ziemi. Utrzymuj tę pozycję przez 5 długich oddechów, poczuj budującą energię w obu nogach – jednej sięgającej ziemi a drugiej – nieba. Oddychaj z całego serca.
  • Opuść prawą nogę i postój chwilę w pozycji psa. Weź pełny, głęboki oddech.
  • Powtórz całą sekwencję unosząc tym razem lewą nogę.
  • Energetyzuj się!

Życzę Wam zdrowia!

Lori Myles-Carullo

www.lorimylescarullo.com
www.mysticacostarica.com