Tahar Ben Jelloun, „To oślepiające nieobecne światło”

0
320

„Powieść jest zapisem autentycznych wydarzeń. Powstała na podstawie relacji byłego więźnia Tazmamartu.” – tymi słowami zaprasza nas do lektury autor, mieszkający od lat w Paryżu i tworzący po francusku Marokańczyk. Czytelniku, witaj w piekle! Trudno inaczej określić doświadczenia bohatera, młodego marokańskiego kadeta wtrąconego wraz z innymi uczestnikami zamachu na króla do wydrążonej w ziemi jamy, bardziej przypominającej grób niż więzienie. Po osiemnastu latach z 23 skazanych na powolne umieranie więźniów wyjścia na wolność doczekuje czterech. Aż czterech, należałoby dodać, bo to, że ktokolwiek przeżył, graniczy z cudem. I po to właśnie, by temu cudowi się przyjrzeć, spróbować go zgłębić, wyjaśnić możliwość jego zaistnienia napisał Ben Jelloun swoją wyjątkową książkę. Mocą jego wielkiego literackiego talentu czytelnik pogrążając się w koszmarze życia w nieludzkich warunkach wiecznych ciemności, głodu, zimna, braku nadziei, równocześnie uczestniczy w mistycznej podróży ku wyzwoleniu, w święcie ducha, przezwyciężającego cielesną nędzę – przewlekłe bóle i choroby, skrajne wyniszczenie organizmu i zagrożenie rozpaczą.

W przetrwaniu pomaga duchowa koncentracja, dyscyplina ćwiczeń i różnych stałych zajęć, praktyka głębokiej medytacji i modlitwy, umacniająca się wiara w Boga. Ale też zwykła ludzka solidarność, współczucie wobec współwięźniów, dzielących ten sam los. Światło, którego tak brakuje tym pochowanym żywcem nieszczęśnikom, przychodzi od wewnątrz.

Niewyobrażalnie okrutna opresja uczy bohatera przede wszystkim jednego: nienawiść i pragnienie zemsty zabijają. „Oddal ode mnie nienawiść, niszczycielski popęd, jad zatruwający serce i wątrobę. Nie chcę już mścić się na życiu i sumieniach innych ludzi, chcę zapomnieć, odrzucić ją, przestać odpowiadać nienawiścią na nienawiść. Chcę się wznieść ponad” – tą modlitwą do Allaha bohater przy okazji zadaje kłam powszechnym wyobrażeniom o islamie, zainspirowanym działalnością muzułmańskich terrorystów.

Lektura tej książki, choć wydaje się ona zapisem koszmaru nie do zniesienia, ożywia, wzmacnia i dodaje otuchy. Uświadamia, jak wiele mamy i jak bluźnierczą niewdzięcznością jest z naszej strony niedocenianie rzeczy prostych: tego, że codziennie widzimy słońce i niebo, że możemy jeść co chcemy, przebywać z bliskimi, rozeprzeć się w fotelu bądź iść na długi spacer.

Oto jak opisuje bohater wymarzone miejsce, do którego udaje mu się przenosić w wyobraźni po opuszczeniu ciemności lochu i bólu ciała: „Mój ogród jest skromny(…). Pokój jest pusty, tylko mata do spania, kołdra i poduszka. Ściany pokrywa niebieski tynk. Kiedy gaśnie światło dzienne, zapalam świeczkę i czytam. Wieczorem jem warzywa z ogrodu; chleb przynosi mi codziennie o tej samej porze stara kobieta z pobliskiej wsi. To jest mój sekret, wymarzone życie, miejsce, w którym lubię się zatrzymywać lub medytować. Nie potrzebuję nic innego. (…) Nie ma to jak wyrzec się absolutnie wszystkiego, żeby przestać myśleć o śmierci. (…) Powinniśmy byli wszyscy osiągnąć ten stan i odnieść zbiorowe zwycięstwo nad śmiercią.”  Trudno nie odnieść wrażenia, że ten spóźniony apel do zmarłych towarzyszy niedoli, odnosi się do wszystkich czytelników książki, wciąż jeszcze żywych i mających wybór.

Nina
Tahar Ben Jelloun, „To oślepiające nieobecne światło”, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2008.