Stan Skupienia – Basia Tworek nauczycielka jogi

0
872

Nauczycielka jogi w podejściu vinyasa krama, założycielka „stanu skupienia”. Prowadzi zajęcia jogi na różnych poziomach zaawansowania i warsztaty wyjazdowe. Szkoli przyszłych nauczycieli, współpracuje z Ewą Chodakowską – jej misja to zarazić Cię miłością do jogi.

Jak rozpoczynasz dzień?

Medytacja, pranayama, krótka seria asan. To nie musi trwać długo, wystarczy mi 20 – 25 minut. Codziennie rano gotujemy z Krzyśkiem, moim partnerem, owsiankę lub jaglankę i zawsze jemy wspólnie śniadanie.

Podaj przykładowe posiłki jakie zjadasz w ciągu dnia?

Rano owsianka i jaglanka. Ja raczej nie gotuję, a jak staję przy garach to gotuję bez polotu. Linia kobieca w mojej rodzinie od pokoleń siedzi w książkach. Jestem typem naukowca, już chyba genetycznie. Oczywiście u wielu fantastycznych kobiet jedno i drugie się nie wyklucza. U mnie niestety tak… Na szczęście jest Krzysiek i na szczęście jest „Krowarzywa”, więc w ciągu dnia, jeżeli nie mamy czasu sobie czegoś ugotować, idziemy tam po ratunek. W domu jemy najczęściej różne kasze z tofu, tempehem, z warzywami, potrawy jednogarnkowe, a od święta wegańskie sushi. Wieczorem zawsze jemy zupy. Zazwyczaj są to zupy krem, albo wywar z warzyw do popijania. Jeżeli jesem zapracowana i cały dzień spędzam na mieście, idę na ulicę Wilczą na zupę od „Oh My Pho!”. To jest zupa z dużą ilością warzyw, z ryżowymi pierożkami, może być makaron sojowy. Od 14 roku życia nie jem mięsa. Od kilku lat czasami zdarza mi się zjeść rybę, szczególnie jak jedziemy nad morze (za owocami morza nie przepadam. Na pewno nigdy nie zjem ośmiornicy, bo są zachwycającymi stworzeniami z niesamowitym układem nerwowym). W jedzeniu mięsa, oprócz cierpienia, przeraża mnie skala zanieczyszczenia środowiska, oraz to, czym zwierzęta są żywione i leczone – to przecież zostaje. Unikam też nabiału.

Lekarz od medycyny chińskiej wyjaśnił mi, że osobom z moją konstytucją, zwłaszcza jesienią i zimą potrzebne jest jedzenie produktów odzwierzęcych, bo organizm potrzebuje wówczas dodatkowego ciepła (nie potrafię tego wytłumaczyć profesjonalnym, naukowym językiem, bo terminologia tradycyjnej medycyny chińskiej różni się znacznie od naszej zachodniej). W tym jak jeść i jak układać sobie dietę, żeby nie chorować ogromnie pomogli mi właśnie lekarze tradycyjnej medycyny chińskiej (celowo mówię lekarze, bo ufam tylko osobom z uniwersyteckim dyplomem lekarza medycyny). Odkąd przeprowadziłam się do Warszawy chodzę do dr Grażyny Rogulskiej z Centrum Medycyny Zintegrowanej.

Jak dbasz o kondycję fizyczną? Czy ćwiczysz tylko jogę, czy może coś więcej?

Nie jestem zwolennikiem jednego rodzaju ruchu przez cały czas. Myślę, że ciało się cieszy i cały układ nerwowy się rozwija, jak urozmaicamy sobie ruch. Lubię spacerować, lubię pilates, który jest spokojny i zwraca uwagę na to co jest ważne. Odkąd mój kuzyn. Marcin Suski zaczął biegać i został ultramaratończykiem, zaczęłam także biegać. Z dzieciństwa pamiętam, że Marcin nigdy się specjalnie nie ruszał i był grubiutki, a teraz biega po sto kilometrów po górach. To motywuje! Zimą sporadycznie jeżdżę na nartach. Lubi też basen, ale tylko jak jest ciepło, bo nieprzyjemnie jest wychodzić potem na dwór, gdy jest mróz. Mieszkam na Hożej i poruszanie po mieście ułatwia mi przez cały rok jazda na rowerze. Odkąd pracuję z Ewą Chodakowską to chodzę do niej na treningi na wyjazdach „Tydzień Metamorfozy” gdzie rano prowadzę jogę. Na początku byłam przerażona, bo myślałam, że przez czterdzieści minut będę musiała skakać. Okazało się, że to nie wygląda w ten sposób. Ćwiczenia są urozmaicone (kilka sobie zaadoptowałam nawet do moich „jogowych” zajęć!). W domu staram się chociaż dwa razy w tygodniu ćwiczyć z Ewą. Dla mnie jako nauczycielki ważne jest to, żeby się dokształcać cały czas, próbować nowych rzeczy i szukać inspiracji. Elastyczność umysłu jest moim zdaniem dużo ważniejsza niż gibkość ciała.

Jak wspierasz swoją odporność?

Medycyna chińska leczy choroby zanim pojawią się objawy. Większość z nas idzie do lekarza dopiero jak się rozłoży. Dzięki medycynie chińskiej nauczyłam się dobać o sibeie cały czas, a nie dopiero jak się źle poczuję. Chodzę spać przed 23, żeby organizm miał czas się zregenerować. Warto jeść ciepłe posiłki. Wieczorem dobrze jest zjeść ciepłą zupę. Nie powinno się objadać na noc. Nie ze względu na wagę, ale ze względu na śledzionę i pracę całego układu trawiennego. Moja pani doktor nauczyła mnie, ze w naszym klimacie ważne jest żeby mieć dobrze ogrzane stopy. Jak mnie zawieje wrzucam sól na patelnię, a potem przesypuje ją do materiałowego woreczka i przykładam go albo na szyję, albo na nerki. Czasem dosypuję sobie do kąpieli magnezu i sody. Po kąpieli zawsze się masuję. Bardzo dbam żeby się dotleniać. Codziennie spaceruję, a w najgorsze, smogowe dni chodzę do komory hiperbarycznej, albo jadę oddychać do Kampinosu. Takie proste rady bardzo dużo mi dały. Na wiosnę wspieram oczyszczanie organizmu młodym jęczmieniem i fasolką mung, bo głodówki i surowizna nie są podobno w naszym klimacie zbyt zdrowe, bo za bardzo wychładzają organizm.

Jak radzisz sobie ze stresem? Jak dbasz o zdrowie psychiczne?

Bardzo mi pomaga joga. Z natury jestem osobą bardzo aktywną i roztrzepaną. Bardzo się ekscytuję. Wszystko jest albo fantastyczne, wspaniałe i najlepsze, albo jest beznadziejne, masakra, koniec. Jestem w uczuciach bardzo skrajna i właśnie joga pomaga mi się uziemić i zrównoważyć. To nie jest uspokajanie, które kojarzy mi się z taką ociężałością i sennością. Dobre słowo to właśnie „zrównoważenie”.

Życiowe motto?

„Bój się i rób.”

Co lub kto jest inspiracją dla Twojego rozwoju osobistego?

Pierwszą, najważniejszą osobą zawsze jest moja mama. To ona zawsze mówiła „bój się i rób” i zawsze żyła po swojemu. Pokazała mi, że nawet mieszkając w małym mieście można realizować swoje pasje, można żyć w zgodzie z sobą. Pokazała mi, że można działać jednocześnie stanowczo i z miłością. Stawiać swoje granice, ale nikogo nie krzywdzić.

Wzorem kochającego się małżeństwa i wspierającego związku mimo przeciwności są babca i dziadek, rodzice taty.

Kolejną ważną dla mojego rozwoju osobą jest Maciej Wielobób, który jest moim pierwszym i najważniejszym nauczycielem jogi i medytacji. Uczę się od niego od wielu lat, a ciągle mam takie poczucie, że jeszcze długa droga przede mną. Zawsze jak nie wiem co zrobić, to dzwonię do niego. Zdarza się to nie częściej niż raz do roku, ale zawsze rozmowa z nim jest dla mnie na wagę złota.

Jest jeszcze Ania Dymarczyk, która jest moją współpracownicą. W Krakowie razem miałyśmy szkołę jogi, teraz organizujemy razem wakacyjne wyjazdy na Bezludną Wyspę. Ania jest taką moją ognistą siostrą, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Bardzo mnie wspiera, a jednocześnie bardzo mnie uziemia i równoważy. Zawsze jak słyszę ją przez telefon myślę sobie „OMG, wszystko jest dobrze”.

Ostatnią osobą, którą chciałabym wymienić jest doktor Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała, która jest psychotraumatologiem, pracuje na SWPS-ie i mnóstwo zawdzięczam jej w kwestii zrozumienia układu nerwowego, tego jak działa trauma i jak posiadając tę wiedzę mogę ulepszać swoją pracę w roli nauczycielki jog. Jest pierwszym wykładowcą, który zwrócił uwagę na to, że uczę jogi i zwrócił uwagę na fakt, że jest to praca, która ma głębszy sens, również z punktu widzenia psychologii. Prowadzenie badań pod jej kierunkiem dało mi poczucie pewności, że prowadząc zajęcia jogi mam szansę realnie pomagać.

Czym dla Ciebie jest wewnętrzna równowaga? Jak pielęgnujesz wewnętrzny spokój?

Wewnętrzny spokój pielęgnuję przez medytację i to jest najważniejsze. Nie ma takiego dnia, w którym bym nie medytowała. Nie mówię o siedzeniu przez dziesięć godzin w pozycji kwiatu lotosu i lataniu na chmurce, ale o obserwowaniu siebie i swojego oddechu. Jest też taka praktyka „dwadzieścia oddechów oczyszczających”, której nauczył mnie Maciek Wielobób (jest u niego na blogu). Jest fantastyczna i wspaniale równoważąca.

Poza tym mam poczucie, że nie muszę na co dzień walczyć o swoją wewnętrzną równowagę, dlatego że układam swoje życie tak, jak zawsze chciałam. Nie ma rzeczy, do których mam się zmuszać, które robiłabym z nienawistnym nastawieniem, lub poczuciem niesprawiedliwości. Cieszę się jak rano wstaję. Jestem wdzięczna. Mam poczucie, że jestem szczęściarą. Otaczają mnie wspaniali ludzie, a w moim życiu dzieje się dużo wspaniałych rzeczy. Nawet gdy dzieje się coś złego, to mam w sobie poczucie, że wszystko będzie dobre. Czuję się prowadzona. Wierzę, że najciemniej jest przed świtem, więc jak jest źle, to za chwilę będzie lepiej.

Co teraz czytasz?

Drugi tom psychologii (śmiech), podręcznika akademickiego, bo szesnastego stycznia mam obronę i muszę się przygotować do egzaminu z całych studiów. Dlatego drugi tom psychologii to moja lektura obowiązkowa (ale w gruncie rzeczy bardzo przyjemna).

Jak lubisz spędzać wolny czas?

To jest trudne pytanie, bo można powiedzieć, że ja albo mam cały czas wolne, albo nigdy go nie mam. Właściwie cały czas jestem w pracy (jeśli nie uczę, to coś piszę, planuję, wymyślam, albo jestem w social mediach), a jednocześnie nigdy nie czuję się jakbym była w pracy.

Bardzo lubię podróżować. Chyba najbardziej lubię jeździć z warsztatami jogi na Bezludną Wyspę w Chorwacji. Niby jest to moja praca, ale tak naprawdę są to moje super-regenerujące wakacje. Lubię też siedzieć w domu i najlepiej jak jest Krzysiek w kuchni. Niewiele mi potrzeba – zazwyczaj albo siedzę z książką, albo z Netflixem, albo coś knuję.

Jaki serial aktualnie oglądasz?

Teraz skończyłam „The Crown”. Wcześniej z zapartym tchem oglądałam „Silicon Valley”. Jestem dzieckiem popkultury i oprócz tego, że uwielbiam seriale o superbohaterach, to lubię też dowiadywać się jak wszystko działa. „Silicon Valley” było super, nareszcie złapałam wyobrażenie na temat tego, jak to jest w Dolinie Krzemowej. Jacy Ci ludzie nsą niesamowicie odważni! Muszą zainwestować swój pomysł, czas, pasję i pracę, a nie mają żadnej gwarancji, że im się ta praca zwróci. To dla mnie tacy współcześni superbohaterowie. Oczywiście znajduję w takich historiach mnóstwo analogii do swojego życia.
Ja też tak mam, że czasami inwestuję czas i energię w jakiś swój „jogowy” projekt, na przykład nagrywam filmik przez kawał dnia, a wcześniej przez dwa dni układam sekwencję i jak w końcu jest gotowy i wrzucam go do internetu, to sobie myślę: „Boże, a jak go nikt nie obejrzy…?!”. Haha na szczęście póki co oglądacie i daje mi to ogromną motywację.

Dziękujemy Basi za poświęcony nam czas, a poniżej strony, na których znajdziecie Basię i jej działania 🙂

http://stanskupienia.pl